sobota, 26 października 2013

Mroczny Anioł 2 / Darkness Angel 2

 Nie wiadomo czy on sam nie chce się do niego dobrać. Jednakże uścisk jego ręki był zbyt mocny by tak wątłemu chłopakowi udało się wyrwać. -To tu - powiedział Hisuro. Pokazał duży,  biały dom otoczony złotą bramą. Szczęka opadła Tamakiemu. Jakim cudem chłopak który pracuje w jakimś supermarkecie ma taki dom?  - Jest piękny ale chyba naprawdę powinienem to znaczy powinnam iść.  - Tamaki przejezyczyl sie jednak Hisuro nawet tego nie dostrzegł różnicy. - Nalegam. - powiedzial i wprowadził Tamakiego do domu. W środku wyglądał on bardziej spektakularnie niż na zewnątrz. - Rozgosc się. - powiedział i zniknął w wielkim domu. - Chcesz coś do picia ? - chłopak znów wyskoczył z innej części domu. Tamaki pokiwal głową. Był w wielkim szoku. - rusz się - powiedział Hisuro i pociagnal go do salonu a następnie posadzil na białej jak śnieg kanapie. - Jestes śliczna - powiedział niebezpiecznie zbliżając się do Tamakiego. Przecież nie może dowiedzieć się ze Tamaki jest chłopakiem. Zniewiescialy chłopak był w większym szoku. Odsunal się lekko lecz Hisuro był zbyt silny przygniotl go do kanapy. - Stop ! - krzyknął Tamaki. Tak nie mogło być. Najpierw ratuje go przed 2 typami którzy chcą się z nim zabawić a potem zaprasza do swojego domu i sam chce się nim zająć. - Cicho - mruknął do ucha a następnie delikatnie musnal usta Tamakiego które były niezwykle różowe.  Następnie pocalowal go czule. Zaczął jeździć ręką po jego klatce piersiowej nie przerywajac pocaluneku. W pewnym momencie nie wyczul piersi.  Odskoczyl. Wyglądal jakny był bardziej przerażony niz Tamaki.  - Jestes... jestes... chłopakiem ? - Hisuro powiedział z obrzydzeniem i zaczął wycierac jezyk. Tamaki wzruszył tylko ramionami. Mroczny chłopak przekrecil głową.  - W sumie nie przeszkadza mi to. .. - mruknął i znow dobral się do Tamakiego trzymając go za nadgarstki i całując jego ciepła szyje. - Yaa ! - krzyknął Tamaki wyrywajac się.  - Przestan ! - krzyknął a łza splynela mu po policzku. Hisuro zasmial sie tylko.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz